Mój dom to fundacja.

242656722 609657027048371 15333281165470951 n - Mój dom to fundacja.

CAMPARI już po operacji. To druga poważna operacja w ciągu kilku miesięcy – najpierw było ropomacicze, teraz guzy na listwie mlecznej.  Patrząc na tysiące polskich psów, dla których choroba oznacza wyrzucenie z domu i samotną śmierć bez żadnej taryfy ulgowej – CAMPARI miała mnóstwo szczęścia. Po pierwsze- z bezdomności – za pośrednictwem Pani Agaty – trafiła do nas, dzięki czemu ropomacicze, które zapewne było powodem jej eksmisji na ulicę – zostało na czas zoperowane. Po drugie – trafiła do hotelu, gdzie nie musi być w kojcu i żyje na prawach psa domowego. Po trzecie – kiedy się okazało, że czeka ją kolejna operacja – Pani Agnieszka, właścicielka hotelu- zgodziła się wziąć ją do domu. Więc CAMPARI może sobie pogratulować. Ale my wiemy, że nie tak powinno wyglądać normalne psie życie. Pierwsze osiem lat zapewne spędziła na łańcuchu, potem w chorobie została wyrzucona bez względu na cierpienie, jakie ją czekało. Nie udało jej się także znaleźć domu, by na kolejną operację jechać już z własną rodziną. Pomimo naszych rozpaczliwych apeli, nie udało się nawet znaleźć  tymczasu. Nikt nie chce brać psa po to, żeby mu pomóc, każdy woli mieć radość i pociechę z psa. Ludzie oferujący psu pomoc w chorobie zwykle mają już po kilka psów, ich możliwości się skończyły. A psów w potrzebie przybywa. Nawet jeśli przez jakiś czas nie będziemy ratować nowych psów – mamy ogromną grupę psów nie adopcyjnych, starszych, wymagających lepszych warunków niż hotelowy kojec. Psów, które zostaną z nami na zawsze, ale zapewnienie im namiastki domu nie będzie ani tanie, ani łatwe. Jednak taki postawiłyśmy sobie cel tegorocznych działań. Każdy nasz pies ma mieć maksimum wygód, opieki, wolności i uwagi. Poczynając od CAMPARI. Powoli musimy się pogodzić z tym, że fundacja to stały skład psów, które do nas przyszły na zawsze. Nie dalej jak wczoraj przepadła ostatnia chyba szansa adopcji SABY, okazała się przypadkiem zbyt trudnym jak na pierwszego psa. SABA ma teraz ok 9 lat, czeka już 5. Brak odpowiedzialności wykazała pierwsza właścicielka SABY. Była starszą schorowaną kobietą, mimo to sprawiła sobie szczeniaka. To bardzo częsty przypadek. Cała działalność fundacji polega na przejmowaniu odpowiedzialności za inne osoby. Większość naszych psów miała właścicieli. CAMPARI też. Jeśli nie znajdziemy czasu na działania edukacyjne, na kampanie uświadamiające ludziom ich okrucieństwo, na obronę i ochronę psiej godności w mediach – ratowanie kolejnych psów sprawi tylko tyle, że będą miały w fundacji gorsze warunki. Bo domów zabraknie. To jest już pewne. Dlatego najbliższy rok chcemy poświęcić w pierwszej kolejności tym psom, dla których domem jest i pozostanie fundacja.

Wszystkim, którzy pomogli finansowo w przeprowadzeniu operacji CAMPARI serdecznie dziękujemy!!!

242411179 366987228425359 1953093366217957221 n - Mój dom to fundacja.

Nasze psy:

Dlaczego warto pomagać? Zobaczcie sami:

"Ratując jednego psa świata nie zmienisz - zmienisz świat tylko dla tego jednego psa"
%d bloggers like this: