O tym jak pies WESTERN wygrał ze śmiercią i z losem…

PSX 20210227 220120 - O tym jak pies WESTERN wygrał ze śmiercią i z losem...

WARTO opisać historię WESTERNA, bo przywraca wiarę w sens naszego działania w chwilach, kiedy tracimy siłę i opada nas zwątpienie albo straszne zmęczenie…

WESTERN leżał na chodniku w pewien grudniowy wieczór i z daleka wyglądał, jak pies, który zginął w wypadku. A jednak żył, chociaż to życie ledwie się w nim tliło… Miał wysoką gorączkę na skutek choroby pokleszczowej, miał złamaną łapę, miał nos pocięty szkłem reflektora, który go uderzył i był przeraźliwie chudy… Naprawdę nie wiadomo było od czego zacząć… Po opanowaniu babeszjozy długo miał anemię. Kiedy nareszcie pojawiła się szansa na operację łapy,  zapadł na parvo. Śmierć była nad nim przez wiele długich dni… Nie jadł, żył dzięki kroplówkom, miał krwawą biegunkę. Zdawało się wielokrotnie, że to już koniec. Ale WESTERN przeżył. Powolutku odzyskiwał siły. W międzyczasie kość sama się zrosła i operacji już nie dało się zrobić, ale długotrwały bezruch spowodował, że kość zrosła się prawie dobrze. Noga jest minimalnie krótsza, ale pies chodzi normalnie i nie kuleje. Po dwóch miesiącach nieustannej walki o jego zdrowie można go było nareszcie zaszczepić i wykastrować, a w końcu ogłosić do adopcji. WESTERNA pokochali wszyscy. Był psim ideałem, poczciwym do granic możliwości towarzyszem zabaw wszystkich po kolei szczeniaków w fundacji, miał świętą cierpliwość do dzieci, innych psów, kotów i różnych agresorów, które kompletnie ignorował. WESTERN jest dużym psem, w pełnej formie ważącym ok 50 kg, ale to 50 kg dobroci i łagodności. Po ogłoszeniu nie czekał długo na adopcję. Mieszka z sześcioma kotami w domu z ogrodem, chodzi na wycieczki, śpi w łóżku i nigdy nie jest sam.