REWIA – czyli gdzie dzwonić, kiedy się spotyka na drodze zabłąkanego wyżła.

Na szczęście REWIA w naszej fundacji nie pobyła długo, ale warto opisać jej perypetie, świadczące o kompletnej indolencji władz gminnych, policji i osób prywatnych, nawet takich, które kochają zwierzęta i mienią się działaczami lub wolontariuszami.   Po pierwsze – policja ma obowiązek przyjechać na wezwanie o psie po wypadku lub zdradzającym objawy wyczerpania. Ma go odwieźć do dyżurnego lekarza, z którym gmina ma umowę lub go wezwać na miejsce, a ten ma  obowiązek przyjechać. Z gabinetu pies zostaje zabrany do schroniska, z którym gmina także ma umowę. (Warto się dowiedzieć, jakie to schronisko! Wystarczy wejść na stronę gminnego urzędu! Jeśli to mordownia, należy psa odebrać prosto z gabinetu, na zasadzie adopcji. Żeby nie trafił z deszczu pod rynnę!) W przypadku Rewii, napotkanej ciemną nocą przy drodze szybkiego ruchu – policja przyjechała dopiero po trzecim wezwaniu i zawiozła psa do…. pani sołtys..Pani sołtys  nie miała żadnej wiedzy na temat dyżurnego lekarza lub schroniska, ale zobaczyła, że to pies myśliwski (brawo rozeznanie) i przypomniała sobie, że podobny zginął leśniczemu jakiś czas temu. Więc go przekazała leśniczemu z nadzieją, że przygarnie. (!!!)W międzyczasie były telefony do osób współpracujących z fundacją, które wykazały się podobną indolencją. Nie poprosiły o zdjęcia, nie uzyskały żadnej wiedzy na temat psa ani nie udzieliły informacji na temat obowiązujących w takim wypadku procedur.. PORAŻKA!!!!Pani , która psa znalazła dała ogłoszenie ze zdjęciem, więc zdjęcie zostało zrobione, ale do nas nie trafiło. Leśniczy psa wziąć nie chciał, lekarz był na urlopie podobnie jak pani w gminie odpowiedzialna za bezdomne psy. Docierały do nas sprzeczne doniesienia na temat stanu zdrowia, statusu, wyglądu i charakteru psa, a nawet tego czy to pies czy suczka. Po trzech dniach bezskutecznych prób zdobycia informacji udało się przez pośredników dotrzeć do leśniczego, który przywiózł psa do hotelu Pani Kasi w Sadku, nie uprzedziwszy nas, że tam zdąża… Nikt nie odczytał czipa, nikt psa nie zbadał, nikt nam nie wysłał zdjęcia. pies po prostu przyjechał i tyle. PORAŻKA!!!! Na widok REWII padłyśmy ze zdziwienia. To była siedmiomiesięczna suczka – bardzo w typie rasy. Doskonały pokrojowo wyżeł niemiecki szorstkowłosy. Przestraszona, uległa, z podkulonym ogonkiem, dredami, wymęczona poniewierką. Bez chipa. Była u nas na szczęście niedługo… 24 listopada pojechała do swojego domu w Oświęcimiu. Ot i cała historia. Pouczająca? Oby!!!