SZARADA – czyli piękno ukryte.

192707787 385900962732475 364329328933418869 n - SZARADA - czyli piękno ukryte.

Niezwykłej urody SZARADA jest mamą naszych wyjątkowo pięknych szczeniaków, które już DAAAWNO znalazły domy.  Jej samej do domu jeszcze daleko,  życie zaczęła dramatycznie a drogę do szczęścia  ma wyboistą. Żeby było jasne – SZARADA to dziki pies .Kluczowe są pierwsze miesiące życia, jeśli wtedy nie zostaną nawiązane dobre relacje z ludźmi – człowiek staje się obcą, a co za tym idzie – zagrażającą istotą. I rzeczywiście tak często bywa… Człowiek potrafi rzucić kamieniem, a pierwszy kontakt, nawet w dobrym celu –  sprawia ból (pętla, szczepienie, inne zabiegi, uwięzienie w kojcu, unieruchomienie w szelkach i na smyczy). Zależność od człowieka SZARADA musiała uznać w zamknięciu, bo inaczej umarłaby z głodu. Ale uznać nie znaczy zaufać.  Na wolności sama zdobywała jedzenie na śmietnikach lub była dokarmiana z dużej odległości. Wyobraźcie sobie sytuację dorosłej sarny, albo zająca , którą się łapie, zamyka w klatce, przynosi jedzenie i wozi do weterynarza, a następnie oczekuje, by chodziła na smyczy w ciasno zapiętej obroży na szyi albo na uprzęży wokół pleców. Żeby poznała miasto, jeździła autobusami a swoje potrzeby załatwiała w określonych miejscach o określonym czasie.  I jeszcze, żeby przychodziła na wołanie!  O ile jednak “bezdomność” jest u sarny stanem normalnym, o tyle pies NIE POWINIEN ŻYĆ DZIKO I ROZMNAŻAĆ SIĘ BEZ KONTROLI, a jego potomstwo nie powinno być poddawane naturalnej selekcji, bo człowiek psa udomowił. Udomowił, ale nie wziął za to odpowiedzialności. Nawracając dzikie psy na drogę, którą im niegdyś ludzkość wyznaczyła porywamy się na bardzo kosztowny i skomplikowany proces, który jednakowoż potrafi przynieść pełne zwycięstwo i, co ważne – pełnię szczęścia temu właśnie, niegdyś dzikiemu stworzeniu. Wystarczy przejrzeć zdjęcia z domów byłych dzikusów, by uwierzyć, że mogą liczyć na życie spokojniejsze i szczęśliwsze niż na wolności. Na pomoc w chorobie, na pełnię psiego szczęścia i na zrozumienie . Że mogą być wolne i szczęśliwe w oparciu o zaufanie do ludzi. Chociaż czasem, na początku drogi –  brzmi to jak bajka. I dla nich i dla nas.

Gdyby nasze społeczeństwo nie było tak zacofane a rząd tak opieszały – nie byłoby problemu bezdomności i w efekcie -dzikości zwierząt teoretycznie domowych, a więc nie do końca samowystarczalnych. Każda fundacja podcina sobie nogi biorąc kolejnego dzikusa, bo proces resocjalizacji idzie w grube tysiące, a darczyńcy szybko zapominają o psie sprzed kilku miesięcy, albo lat. Dzikusy są utrzymywane z datków na inne psy, które lepiej rokują, szybko się zmieniają w kanapowce i stanowią wspaniały przykład dobrze wydanych pieniędzy.

My zawsze mamy tych dzikusów kilka, nie wszystkie są w hotelach, bo dziki pies potrafi dobrze funkcjonować w stadzie innych psów na podwórku pod warunkiem, że nie jest dotykany. Ale w takim stanie NIGDY nie trafi do adopcji. W kolejce do hotelu czekają NUTELLA (w siedzibie)  KIWI (u Uli) , TUNDRA ( w hoteliku bez szkolenia), KUFELEK (podobnie). Szkolenie zakończyła DELTA – napiszemy o niej wkrótce i SAWANNA.  Problem jest także w tym, że pies z resocjalizacji powinien trafić prosto do domu, bo jest uczony funkcjonowania w domu. Powrót do tańszej opcji – fundacyjnego stada lub kojca – może spowodować utratę wypracowanych odruchów. Jednym słowem – sprzątanie po ludzkiej głupocie i cena, jaką  przychodzi zapłacić za opieszałość rządu, który od lat nie potrafi się nad tym problemem pochylić –   powoduje, że  wiele organizacji prozwierzęcych odpuszcza z resocjalizacją.  Odławiają i sterylizują dzikie suki, a potem odwożą z powrotem w miejsce koczowania. Tak było z Saharą, którą ostatecznie zabrałam wysterylizowaną, ale po latach poniewierki. Miała ogromnego guza w jelitach i odeszła kilka miesięcy po operacji, ale w warunkach godnych inteligentnego stworzenia.  Dzikie psy nie mogą liczyć na pomoc człowieka, a nie każdy umie polować. Zjadając całe życie byle co –  zapadają na choroby trzustki, wątroby i żołądka. Umierają samotnie, w męczarniach, dziesiątkowane także przez kleszcze, wirusy (parvo), które same rozsiewają. Tak wygląda sprawa z dzikimi psami w Polsce, w środku Europy, w kraju, gdzie każdy już prawie ma internet i postępuje cyfryzacja…. Głupota ludzka i zacofanie – najwyraźniej od tego nie zależą…

Nie trzeba chyba dodawać, że zabierając dzikiego psa ratujemy go nie tylko przed chorobami i głodem. Dziki pies to wymarzony cel dla hycla – za jego odłowienie dostaje od gminy blisko 2000 złotych, a jako agresywny ( bo przecież z przerażenia zawsze broni się zębami) ma prawo zostać  uśmiercony. I cała kasa w kieszeni… My z kolei odwracając jego los i ratując od wywiezienia do mordowni mówimy sobie – nie opłaca się, ale warto…

SZARADA prosi o wsparcie – zbiórka pod wpisem i na stronie głównej…Przebywa razem z KIWI w hoteliku z resocjalizacją pod Radomiem. Koszt jej pobytu to 400zł miesięcznie plus karma. Nie ma sponsora.

Poniżej nasze psy, zabrane w stanie “nietkniętym ludzką ręką” i ciężkim wysiłkiem doprowadzone do adopcji, a trzeba Państwu wiedzieć, że mądry, kochający, cierpliwy dom – jest najwspanialszym prezentem, jaki można psu dać na koniec całego procesu. Tam dopiero widać efekty pracy behawiorysty i w takich warunkach pies rozumie do końca, czego od niego oczekiwaliśmy i jakie to przydatne i fajne!

 

        

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
%d bloggers like this: